wtorek, 24 maja 2016

Akcja burger-grill!

Wiosenne burgerlove,

czyli soczysty wołowy kotlet z dodatkiem aromatycznych ziół i sosem worcestershire, podany z twarożkiem 'ala tzatziki, świeżymi warzywami, chrupiącą bułką a do tego nasz hit - pikantna marmolada rabarbarowa! Sezon grillowy uważamy za rozpoczęty!   



Zanim się obejrzałyśmy na dobre nadeszła wiosna! I co z tego, kiedy K w rozjazdach a M z głową w chmurach... Kulki częściej do kuchni zachodzą teraz wstawić wodę na herbatę niż coś ugotować. Rozłąka zdecydowanie nie służy Kulkom! No ale od czego ma się weekendy? - Halo?! K?! Albo w weekend widzę Cię u mnie, albo się stracę! - wykrzyczała M do słuchawki - Eeeee, co stracisz? - odparła wyrwana z popołudniowej drzemki K - Rozum, uczucia, apetyt, resztki zdrowego rozsądku, wiarę w drugiego człowieka i butelkę wina z lodówki! - Apetyt? Wino?! Tylko nie to! Jestem w sobotę! - odpowiedziała postawiona na równe nogi K. Jak powiedziała, tak też zrobiła (wielki człowiek) i już przy weekendzie Kulki znowu były razem. Majowe słońce zachęciło M i K do grillowania. A czym byłby konkretny grill bez konkretnego kawału mięsa? 



Mózg operacji czyli składniki na kotleta/do kotleta...i nie tylko:


  • ok. 400g zmielonej wołowiny
  • bułki (najlepiej te z pobliskiej włoskiej piekarni w malowniczej kamienicy na rogu, albo chociaż te od zaprzyjaźnionej rodziny we Francji, która specjalizuje się w wypieku bagietek, gdzie najlepiej podjechać stylowym rowerem z koszykiem... Jakby co - te z marketu, głęboko mrożone też robią robotę)  
  • garść świeżych ziół (bazylia, oregano i w czym tam jeszcze gustujecie...)
  • główka czosnku (żeby nie powiedzieć głowa)
  • 3 białe cebule
  • średnia czerwona cebula
  • sos worcestershire ( ju noł - łorczester)
  • duża łyżka musztardy 
  • jajko
  • ulubiona sałata
  • żółta papryka
  • pęk rzodkiewki
  • szczypior
  • opcjonalnie rukola
  • sól/pieprz itp


Marmolada rabarbarowa:


  • ok 8-10 łodyg/lasek/pałek rabarbaru
  • 1/4 cebuli
  • pomidor
  • 2-3 czubate łyżki cukru
  • papryka słodka
  • papryka ostra
  • sól/pieprz/ew. ocet balsamiczny


Tzatziki:

  • kostka białego sera
  • jogurt naturalny gęsty (np. grecki)
  • duży pęk świeżego kopru
  • ok. 3-4 ogórki krótkie
  • 3 ząbki czosnku
  • sól/pieprz


Do mięsa dorzucamy białą cebulę startą na dużych oczkach, ok. 3-4 ząbków czosnku przeciśniętych przez praskę oraz jajko. Następnie dodajemy dużą stołową łyżkę ulubionej musztardy oraz ok. 2-3 łyżki sosu worcestershire. Przyprawiamy solą, pieprzem. Na koniec kroimy drobno garść ulubionych, świeżych ziół - my użyłyśmy bazylię i dwa rodzaje oregano prosto z ogródka :) Formujemy niezbyt cienkie kotlety (jeżeli mięso będzie za rzadkie - możemy dodać odrobinę bułki tartej). Przed grillowaniem potrzymajmy je chwilę w lodówce :)


Zabieramy się za marmoladę do burgerów :) Na suchej patelni kilka minut podsmażamy rabarbar z cukrem i drobno pokrojoną cebulą. Czekamy aż nasza gwiazda - rabarbar puści sok. Stale delikatnie mieszamy, tak aby nie zrobić papki czy innego gluta :) Dodajemy pokrojonego pomidora i przyprawy. Trzymamy na małym ogniu od 8-15 min, aby wszystkie aromaty się połączyły. Kombinacja smaków - niesamowita i nie do opisania :) Jednocześnie słodkie, kwaśne i ostre. Wedle uznania dodajcie więcej cukru - jeżeli marmolada jest za kwaśna, więcej papryki - jeżeli brak jej kopa, bądź swój własny, autorski tajemniczy składnik jeżeli chcecie zrobić wrażenie na gościach :D (tylko może wcześniej przedyskutujcie z osobami postronnymi żeby czegoś nie odwalić :). 


Na koniec łączymy wszystkie składniki do sosu tzatziki - ser, jogurt, drobno posiekany koper, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz starte na dużych oczkach ogórki. Doprawiamy solą, pieprzem i zabieramy się za przygotowanie reszty składników do naszych burgerów. Kroimy paprykę, rzodkiewkę, czerwoną cebulę i szczypiorek. Na tacce do grillowania układamy nasze burgerowe kotlety, a między nimi ćwiartki cebuli, ząbki czosnku w łupinach i świeże zioła. Mięso grillujemy ok. 20 min, aby było nadal soczyste :) Bułki przed podaniem również podpiekamy na ruszcie. 


Teraz najprzyjemniejsza część :) Kompletujemy nasze burgery. Plan jest prosty - spód bułki, sałata, na to tzatziki, później kotlet, rzodkiewka, cebula i na wierzch marmolada rabarbarowa :) W międzyczasie (kiedy M ma już ślinotok do pasa...) :P możemy też dodać zgrillowane kawałki cebuli i czosnek. Całość przykrywamy wierzchem bułki i....do dzieła!!!






Ps. Burgery najlepiej smakują z dobrze schłodzonym piwkiem - jednym/dwoma/dziesięcioma... :) Ale tego chyba nie musimy tłumaczyć...

Kulki





GRILL PIKNIK Menu

piątek, 22 kwietnia 2016

Jajka na bogato

Jaja (o)sadzone w łódeczkach

w wersji typowo weekendowej - zapiekane w awokado z kaszą jaglaną, podane z warzywami i sosem balsamicznym. Danie typu fit na dobry początek dnia.




Weekend, a u nas jak zawsze - niezłe jaja :) I chociaż nie w naszym stylu jest bycie fit - te danie do takich możemy zakwalifikować (pomijając masło itp...:) Więc, kiedy K robi poranny "jogging" do sklepu po majonez, który się skończył, M uprawia w kuchni "stretching" zaparzając zieloną herbatę (w sam raz po nocnym kebabie). Chwilę później ciszę sobotniego poranka przerywa trzask drzwi - Mam wszystko! I mam zawał! - wpadła z zakupami do mieszkania zdyszana K... - W samą porę, bo chyba sobie coś naciągnęłam - odpowiedziała M, która w tym momencie siedziała przekrzywiona na podłodze, nie mogąc się wyprostować... Kiedy Kulki doszły już do siebie (mając za sobą akcję reanimacyjną i liczne kontuzje) zabrały się za najmilszy moment tego poranka - czyli jedzenie :) Jako, iż ostatnio zauważyły popularność dań z awokado (uwielbiamy guacamole) również postanowiły z nim poeksperymentować. Nowością też nie jest, że nic tak nie daje z rana kopa jak dorodne jaja :) Dlatego łączymy dzisiaj te składniki i serwujemy mega szybkie fit śniadanko.




Składniki na fit śniadanie:


  • zielone awokado bez 'centek' na skórce 
  • 2 jajka (nie muszę mówić skąd...) 
  • 3 łyżki kaszy jaglanej/kus kus itp. (co stryjenka winszuje) 
  • papryka czerwona 
  • cebulka 
  • rzodkiewka (nie miałyśmy limonki więc padło tym razem na nią) 
  • przyprawy (sól, pieprz, mieszanka ziół z suszonymi pomidorami) 
  • sos balsamiczny 
  • masło śmietankowe 
  • łyka miodu 
  • szczypiorek 


Kaszę jaglaną gotujemy a potem przyprawiamy solą pieprzem, dodajemy plasterek śmietankowego masła (takie to danie fit wg Kulek:) i łyżeczkę miodu. Awokado kroimy na pół, wybieramy pestkę. Następnie nasze połówki faszerujemy kaszą, cebulką i wlewamy jajko, na wierzch układamy kilka piórek wcześniej podsmażonej papryki. Wedle uznania przyprawiamy z wierzchu czym dusza zapragnie :) Pieczemy w temperaturze 180 st ok. 20 min (do momentu ścięcia białka). Podajemy z sosem balsamicznym/majonezem <3 i szczypiorkiem. Dla tych, którzy lubią z rana konkretnie zjeść (tak jak my) proponujemy jeszcze do tego zgrillowane plasterki boczku :)





Kulki

wtorek, 19 kwietnia 2016

Tacos Burakos








Kolorowe tacos z buraczanymi chipsami

czyli smakowita, kulkowa podróż w nieznane dotąd strony. Soczysta pierś z kurczaka w miodowej glazurze, pesto z rukoli i orzechów, świeże mango, papryka, kozi ser, gorgonzola... Jesteśmy zdecydowanie na tak!



Weekendowe gotowanie weszło już Kulkom w krew, więc kiedy tylko nadchodzi piątek pada zasadnicze pytanie "Co dzisiaj pijemy". Chwilę później Kulki lądują tradycyjnie w pobliskim markecie. Rezolutnie, z uśmiechem na twarzy, podśpiewując nowy przebój Rihanny "work, work, work..." przemierzają sklepowe alejki wypełnione różnorodnymi produktami. Do koszyka wrzucają najczęściej co im przyjdzie na myśl (czyli limonka i inne niepotrzebne duperele). Tak było i tym razem. - Rukola? - spytała K - Jasne, bierzemy - odparła M - Mango? - ciągnęła dalej - Dajesz - Buraki? - Czemu nie - Gorgonzola? - Zawsze i wszędzie - A Majonez? - dodała nieśmiało K...


A majonez wyjątkowo sobie dzisiaj darujemy. Dość mamy wrażeń po piątkowym obiedzie u Tesi (serwowała kartacze - przepis dla odważnych niebawem). Stawiamy dzisiaj na kolorowe, lekkie (o dziwo!) i aromatyczne danie, które mówiąc szczerze - narodziło się w naszych głowach w ułamkach sekundy, kiedy szalałyśmy wśród sklepowych półek... A chwilę później skradło podniebienia wszystkich domowników. Jak patrzymy na te zdjęcia myślami jesteśmy znowu w tym kolorowych świecie jak ze snów - tylko my i nasza przestrzeń, przepyszne tacos burakos, drinki z palemką, morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew... Dobra do rzeczy!

Składniki:

  • pierś z kurczaka (dorodna, eko, bio, 100% mięsa w mięsie itp) 
  • tortille tacos (najlepiej kukurydziane, ale pszenne też dają radę) 
  • 3-4 małe buraki (a tak naprawdę skończyło się na jednym i pół) 
  • dojrzałe mango 
  • pół papryki 
  • jedna pomarańcza 
  • rukola 
  • garść orzechów (użyłyśmy włoskich i brazylijskich) 
  • ser kozi (do smarowania :) 
  • gorgonzola (do kruszenia) 
  • sos balsamiczny (bo jego nigdy mało) 
  • 2 łyżki miodu 
  • suszone płatki chilli 
  • papryka ostra 
  • curry 
  • pieprz, sól, inne przyprawy 
  • łyżka oliwy, 
  • limonka (standard w naszych daniach) 


Paprykę myjemy, osuszamy i kroimy w paski. Podobnie postępujemy z mangą - obieramy, wydłubujemy pestkę - ok 3/4 całego kroimy w paski, reszta przyda nam się później. Buraki kroimy w cienkie plasterki - wykładamy na papierze do pieczenia, możemy delikatnie posmarować oliwą. Teraz nasze przyszłe chipsy muszą spędzić ok 20min w piekarniku z z termoobiegiem nagrzanym do 150-160st. Zerkajmy na nie co chwila i ewentualnie dostosujmy temperaturę, pod koniec możemy lekko uchylić piekarnik i zmniejszyć grzanie :) Przygotowujemy pesto z rukoli, reszty naszego mango i orzechów. Dodajemy łyżkę oliwy z oliwek i odrobinę soku z pomarańczy. Tak naprawdę, jak to zwykle u nas w kuchni bywa - wszystko na oko :) Blender w dłoń i cała naprzód! 1, 2, 3 - pesto masz i ty!


A teraz rzecz najważniejsza (zaraz po pesto) w tym daniu, czyli soczysta pierś z kurczaka! Zabieramy się za jego marynatę - łączymy dwie łyżki miodu, tyle samo sosu balsamiczny. Następnie dodajemy szczyptę suszonych płatków chilii, curry, papryki, zioła prowansalskie, świeżo zmielony pieprz, sól... (Na oko rzecz jasna :) Do tego wyciskamy sok z pomarańczy (no dobra niech będzie - i z limonki żeby się nie zmarnowała). Dokładnie smarujemy/wklepujemy naszą marynatę w dorodne piersi :) Odstawiamy na godzinę do lodówki (u nas jak zawsze - czas to piniądz, dlatego z godziny robi się 10 min i do pieca). Pierś pieczemy na papierze, co jakiś czas polewając resztą marynaty. Po ok pół godziny jesteśmy już tak głodne, że pospiesznie wyciągamy ją z piekarnika i kiedy K zabiera się do krojenia, M ma już ślinotok do pasa...


A teraz kwestia placków tacos... Tak wiemy, że prawdziwe tacos powinno być z kukurydzianą tortillą... Ale przyznajemy się bez bicia, że w naszym osiedlowym markecie takich rarytasów nie mają. Dlatego użyłyśmy pszennych placków, więc śmiało również możecie tak zrobić :) Tortille zapiekamy chwilkę w piekarniku. Następnie każdą smarujemy serkiem kozim, dalej lądują do środka wszystkie pozostałe składniki - rukola, mango, kurczak, pokruszona gorgonzola, papryka... Na wierzch jeszcze tylko nasze pesto i chrupiące  chipsy z buraka (btw - obłędnie dobre!!!)



I o to w ten sposób powstaje kolorowe-instagramowo-pinterestowo-tumblrowo-snapchatowe danie prosto z Polski i prosto od Kulek! Jeden z tych smaków, do których chciało by się wracać i wracać...





Kulki

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Sztuka wieprza na salonach

Polędwiczki wieprzowe typu mistrz

Konkretny kawał mięsa podany z zapiekanym purée ziemniaczanym, prażonymi orzechami nerkowca i delikatnym, kremowym sosem pieczarkowym z mascarpone... A to wszystko na wyciągnięcie ręki - w dni powszednie i święta - nie tylko na salonach!



"Mięso, mięso i jeszcze raz tatar!" - to główne wartości Kulek w kuchni i w życiu. Tego się trzymają i temu są wierne. Dlatego co mogły dzisiaj innego upichcić jak nie porządny kawał świnki :) - M! obiecaj że zjemy dzisiaj prawdziwy obiad! Dosyć mam tych "niby" dań, które "niby" łechcą me podniebienie i "niby" zaspokajają głód! - wykrzyczała K w akcie desperacji w pobliżu mięsnego - O tak K! Czytasz mi w myślach! Mięsa kompanie mój, mięsa!" - I tak o to, Kulki niczym myśliwi na polowanie, udały się do pobliskiego rzeźnika (czyt. jednego ze ze znanych niemieckich dyskontów, gdzie akurat była promocja na polędwiczki ;))


Dorodna polędwiczka wieprzowa już wyleguje się w lodówce. Tymczasem Kulki tradycyjnie, jak co weekend wsiadają w szybką, czerwoną brykę i zaczynają łowy na pozostałe najlepsze i najświeższe produkty w mieście. A jako, że jest godzina 20:00 z minutami... biorą jak leci (np rzodkiewka, którą widać na zdjęciach...i tylko na nich:)). Wreszcie mają już wszystko! Od procentów, po zioła a więc... Let's get started!


Składniki dla 3-4 osób:

  • dorodna polędwiczka wieprzowa (nie musimy chyba wspominać, że najlepsze świnki są na podlasiu...)
  • opakowanie mascarpone
  • śmietanka 12% lub 30% (dla hardkorów) :)
  • cebula (czerwona i dymka -he he)
  • duży pęk natki pietruszki
  • główka czosnku
  • tymianek (świeży lub suszony)
  • pieczarki (ok. 30-40dag)
  • spora garść nerkowców
  • ziemniaki (60-70dag)
  • mleko
  • sół, pieprz i inne takie...


Kawał mięcha (w tym przypadku polędwiczkę) nacieramy porządnie tymiankiem i drobno pokrojonym bądź przeciśniętym przez praskę czosnkiem (ok 3-4 ząbki). Skrapiamy delikatnie oliwą, solimy, pieprzymy i odstawiamy najlepiej na noc...Ok nie oszukujmy się - szkoda życia na marynowanie mięsa po nocach - max pół godz musi wystarczyć :) Korzystając z chwili możemy posiekać (nie koniecznie mega drobno) orzechy nerkowca i uprażyć na patelni - przydadzą nam się na finiszu.


W międzyczasie w osolonej wodzie z mlekiem (proporcje 2:1) gotujemy obrane ziemniaki. Odcedzamy, dolewamy 1/4 szklanki mleka i dokładnie tłuczemy - tłuczkiem rzecz jasna :) Teraz jest moment, kiedy możemy dać upust swoim fantazjom i dodać do ziemniaków, to co nam przyjdzie na myśl - ulubione przyprawy, parmezan, łyżkę majonezu...(my nie mogłyśmy odmówić temu ostatniemu of course). Naszą idealnie kremową masę ziemniaczaną przekładamy do foremek na muffinki (nie zapomnijcie wyłożyć ich papierem do pieczenia bądź papilotkami). Zapiekamy ok 15-20 min (aż powstanie na wierzchu chrupiąca skórka) w 180st z termoobiegiem.



Czym byłaby polędwiczka wieprzowa bez zabójczego sosu na bazie śmietanki i mascarpone? Byłaby daniem fit... A tego Kulki akurat dzisiaj chcą uniknąć :) Dlatego na głębokiej patelni rozpuszczamy łyżkę masła - a co! Dorzucamy pokrojoną cebulę (użyłyśmy pół czerwonej i dwie małe dymki). Po kilku minutach dodajemy pieczarki w plasterkach i przykrywamy na 2-3 min. Następnie zdejmujemy pokrywkę i mieszając czekamy aż wyparuje nadmiar wody z pieczarek. Teraz czas na naszych ulubieńców! Śmietanka już szykuje się do startu, dlatego zagęszczamy ruchy, stale mieszając co by się nie zważyła. Dajemy jej 1-2 min niech oswoi się w otoczeniu pieczarek na patelni. A tu już chwila moment zza zakrętu wyłania się mascarpone :) I tak łyżka po łyżce zaczyna dzielić losy swojej poprzedniczki :) Aż chciało by się powiedzieć "gaz do dechy"! Ale my wręcz przeciwnie, gaz zmniejszamy, dorzucamy posiekaną drobno natkę pietruszki i dajemy chwilkę dla sosu aby pobył w samotności...


No i czas na gwiazdę wieczoru! Polędwiczkę wyjmujemy z marynaty i obsmażamy chwilkę z każdej strony na patelni - aż nabierze rumieńców :) Następnie wykładamy do naczynia żaroodpornego, wylewamy na wierzch resztę marynaty i wykładamy dookoła ok 5-6 ząbków czosnku razem z łupiną. Pieczemy ok 20-25 min w 180st.




Polędwiczkę kroimy w grubsze plasterki i polewamy naszym zabójczym sosem ;) Na wierzchu obsypujemy wcześniej uprażonymi nerkowcami. Podajemy z muffinkowym puree. Nie zapomnijcie też o ząbkach czosnku z pieczenia mięsa - póki ciepłe warto wycisnąć prosto na ziemniaki - pyyyychaa!





Kulki

sobota, 26 marca 2016

Smacznego kulkowego jajka

Nadziane jajo wiosenną porą

Przystawka na Wielkanocny stół z jajami na pierwszym planie (rzecz jasna), a w nich tuńczyk, oliwki, pietruszka… Wszystko zapieczone z parmezanem, podawane zarówno na ciepło oraz jako zimna przekąska. 

 


Kiedy za oknem pierwsze promienie słońca, na parapecie zieleni się rzeżucha, a sklepy opanowały wszelakie króliki, kurczątka i baranki, K wpadając w panikę chwyciła za telefon – M! Co robimy do jedzenia na święta?! – wykrzyczała do słuchawki. M ze stoickim spokojem, biorąc kolejnego kęsa kanapki z pasztetem i ogórkiem, odpowiedziała – Jajco! 
 

A jako, że Kulki słów na wiatr nie rzucają – jak powiedziały, tak też zrobiły. Bo czym byłaby Wielkanoc bez jajec (z majonezem of course)? Dlatego dzisiaj przedstawiamy świąteczną przystawkę, która tak naprawdę powinna się nazywać „ztuningowane jaja faszerowane” :) Jakbyście od kilku dni odczuwali wyższą presję przygotowania czegoś na wielkanocny stół, ale odkładacie to na ostatnią chwilę – nic prostszego – nasze jaja to prosty i szybki pomysł na ciekawą przystawkę. Alleluja i do dzieła! 


Składniki na 12 porcji:

  • 7 jajek (oczywiście z podlaskiego kurnika, od zaprzyjaźnionej kury - innych jajec nie uznajemy! Kontakt do dobrego dystrybutora jajec na privie)
  • duże opakowanie tuńczyka w kawałkach w sosie własnym (ok 300g)
  • duży pęk natki pietruszki
  • kilka gałązek koperku
  • czarne oliwki
  • parmezan (starty, czubata łyżka)
  • dwie łyżki majonezu (żeby nie było, że robimy coś wbrew sobie)
  • opcjonalnie: łyżeczka musztardy
  • Sól, pieprz 


Sześć jaj gotujemy na twardo (dodajemy szczyptę soli do wody, żeby skorupki nie popękały), po ugotowaniu studzimy (jedno jajo surowe zostawiamy na później). Następnie, ugotowane, ostudzone jajca przekrajamy wzdłuż na połówki (razem ze skorupką!). Kiedy będą już miały temperaturę pokojową, małą łyżeczką wydłubujemy je ze skorupki – tak aby jej nie uszkodzić! 

 
 Natkę pietruszki oraz koperek kroimy drobno i wrzucamy do miski. Dodajemy oliwki (pokrojone w plasterki) oraz rozdrobnionego na mniejsze kawałki, odsączonego z zalewy – tuńczyka. W misce lądują również nasze jajca na twardo wydłubane ze skorupek (możemy je wcześniej od razu posiekać na drobniutką kostkę). Całość zasypujemy parmezanem, doprawiamy solą, pieprzem, dwoma łyżkami majonezu. Na koniec wbijamy surowe jajo (do zlepienia masy). 
 
 
Wszystko mieszamy i tak powstałą pastą faszerujemy nasze połówki skorupek. Zapiekamy ok 20 min w piekarniku (180st z termoobiegiem) aż się zarumienią. Podajemy z pieczywem, łyżką majonezu, sosem tatarskim... Danie w sam raz na świąteczny stół, do cioci na imieniny czy też jako zakąska do tzn "flaszeczki". Wedle uznania :) Przepyszne zarówno od razu po wyjęciu z piekarnika, jak i na zimno. Kulkowy brat radzi, że można darować sobie zapiekanie i też będzie pycha :) Oczywiście w takim przypadku omińcie surowe jajo, reszta bez zmian :) Smacznego!
 



Zasłyszana złota myśl na dzisiaj „Święta, święta tak szalone, jajka muszą być zrobione!” I pozostając w tym jajcowym klimacie życzymy Wam – Wesołych Świąt :)
Kulki
 

czwartek, 17 marca 2016

Bouna sera pizza!



Nasza włoska narzeczona

Dzisiejsza gwiazda wieczoru w kilku słowach - idealnie cienkie ciasto, na spodzie aromatyczny pomidorowy sos, różne rodzaje serów, zioła i całe mnóstwo pozostałych dodatków... Pizza party czas start!




Sytuacja typowa, stara jak świat... Przychodzi weekend, zasiadamy spokojnie przed tv... Relax, chill, cisza, spokój i brak makijażu... - K, obudź mnie w niedzielę... - odparła M z pilotem w ręku. Takiego piątku Kulkom brakowało. O tak! Chwilo trwaj wiecznie! Dryń dryń dry
ń... Cudowną chwilę przerwał jeden telefon. Grupka znajomych wpadnie za jakąś godzinę. Coś by zjedli, coś popili, posiedzieli. "Ogarnijcie coś do jedzenia, resztą się zajmiemy"... Przekonują, że będzie fajnie, miło, sympatycznie... Kulki to z natury miłe stworzenia więc nie odmawiamy. A już po chwili wpadamy w panikę, kiedy w lodówce światło i majonez (nigdy go nie może zabraknąć!) - M! Na zakupy! ekspresowo! - wykrzyknęła K i chwilę później Kulki grzały już w polówce do pobliskiego sklepu. - M, proszę tylko bez wymyślania...Coś prostego i szybkiego...- I w dużej ilości! - ustalały po drodze Kulki. - No to czas na pizza party! - po chwili zastanowienia zdecydowały.


Historia pizzy sięga czasów starożytnej Grecji, kiedy to chleby były smarowane oliwą, czosnkiem i posypywane ziołami bla bla bla srata tata bełt bełt... ciąg dalszy na wikipedii, my nie zanudzamy :) i przechodzimy do tego co umiemy robić najlepiej, czyli... z cyklu "pijemygotujemy" zapraszamy na nasz festiwal pizzy, z którym nie może konkurować nawet ten w pizza hut ;) To będzie aromatyczny włoski wieczór, pełen wina, pięknych zapachów i kobiet rzecz jasna :)



Składniki podstawowe (na 4-5 blach):


  • 1 kg mąki 
  • kostka drożdży 
  • 1-2 szklanki ciepłej wody 
  • cukier 
  • olej 
  • sól 
  • oregano 
  • 3 ząbki czosnku 
  • pomidorki koktajlowe 
  • tarty ser żółty - najlepiej mieszanka z mozzarellą 
  • 2 opakowania pomidorów krojonych (najlepsze będą te z zeszłorocznych zbiorów od zaprzyjaźnionej rodziny z Sycylii... Ale ujdą też te w puszcze, w kartoniku, zwykłe, z bazylią, albo z czosnkiem - who cares) 



W średniej misce kruszymy drożdże, wsypujemy 2 łyżki cukru, i szklankę mąki. Dolewamy 1,5 szklanki ciepłej wody. Dokładnie mieszamy (najlepiej trzepaczką :):) ) aż na powierzchni pojawią się bąbelki. W razie czego dodajemy więcej mąki/wody. Generalnie chodzi o to, żeby cały rozczyn miał konsystencję kisielu - nie był ani za rzadki ani za gęsty. Na oko!!! :) Miskę przykrywamy ścierką, ręcznikiem i odstawiamy w ciepłe miejsce - przy grzejniku, piekarniku lub na piecu i czekamy aż rozczyn konkretnie zacznie pracować i urośnie.


W międzyczasie przygotowujemy następny podstawowy składnik do naszych pizz - sos na spód. W rondelku, na łyżeczce oleju podsmażamy chwilkę drobno posiekany czosnek. Po chwili dodajemy 2 opakowania krojonych pomidorów. Zostawiamy na chwilę aż się podgrzeją. Jeszcze tylko 2 łyżki oleju, oregano (nie ma co żałować!) i doprawiamy pieprzem, solą i cukrem (czubata łyżeczka co najmniej). Zostawiamy na małym ogniu na ok 10-15min.

Kiedy nasz rozczyn dał już o sobie znać wylewając się na pół kuchni... Joke :) A przynajmniej podwoił swoją objętość a bąble na powierzchni nadal dają czadu... Zabieramy się za przygotowanie ciasta. Resztę mąki przesiewamy do dużej miski, mieszamy z czubatą łyżką soli i dwoma łyżkami oleju. Następnie powoli dolewamy nasz rozczyn, stale mieszając go w misce. Wyrabiamy ciasto min. 10 min, w razie potrzeby dodajemy ciepłą wodę/mąkę aby uzyskać elastyczne, idealne ciasto. I ponownie nakrywamy miskę ścierką, ręcznikiem i odstawiamy w ciepłe miejsce - przy grzejniku, piekarniku lub na piecu (ten piec to przetestowany - nasze ciasto wyrastało właśnie w takich warunkach ;) ) Teoretycznie powinno wyrastać min. godzinę... Praktycznie? Goście już za drzwiami, my w proszku! Dzielimy więc całe ciasto na 4/5 części. Zabieramy jedną do przygotowania pierwszej pizzy. Reszta niech sobie wyrasta dalej :)



Ciasto wałkujemy, grubość zależy od naszych upodobań :) Bierzmy pod uwagę, że ciasto delikatnie jeszcze urośnie podczas pieczenia. Następnie smarujemy placek naszym pomidorowym sosem, posypujemy oregano i startym serem. Na wierzchu układamy przekrojone na pół pomidorki koktajlowe.


Dodatki na pizze to tylko i wyłącznie Wasza fantazja :) Zaszalejcie, połączcie różne smaki, dorzućcie jakiś sekretny składnik, dajcie wszystko co zostało po tygodniu w lodówce, nie żałujcie też przypraw - wiecie o co chodzi :) Poniżej nasze propozycje:

  • Pizza nr 1 - Parmeńska (Nasza Królowa wśród pizz <3) - szynka parmeńska/szwarcwaldzka, czarne oliwki, mozzarella (kula - aha nasza siostra), rukola (na wierzch) - pamiętajmy aby szynkę dołożyć na pizzę pod sam koniec pieczenia (potrzebuje ona dosłownie 3-5 min) 
  • Pizza nr 2 - Żar tropików - salami pepperoni/chorizo, gruszka, kukurydza, curry, świeży szpinak na wierzch - mega połączenie gruszki z curry <3, musicie wypróbować 
  • Pizza nr 3 - Trzy po trzy (sery) - szynka parmeńska, mozzarella, feta, papryka, cebula czerwona, ząbek czosnku - czosnek kroimy w cienkie plasterki, z szynką parmeńską postępujemy tak jak w przypadku pizzy nr 1 
  • Pizza nr 4 - Misz masz, czyli co zostało to tu dasz :) - pieczarki, kukurydza, papryka, cebula biała/czerwona... Znajdzie się też miejsce na kilka udek kurczaka, ziemniaki z wczorajszego obiadu, bigos ze słoika, pół świniaka i drożdżówkę - ten rodzaj pizzy przyjmie wszystko :) Gorzej może być z naszym brzuchem... 



Pizzę pieczemy ok 10-15 min, w zależności od ilości składników (im mniej, tym krócej of course), na najwyższym poziomie, w piekarniku nagrzewanym wcześniej do maksymalnej temperatury (ok 250st) przez min. pół godz! (Ważne!) W sumie to już na początku mogłyśmy o tym wspomnieć ;)




Kulki